12 kwi 2018

Geniusz zbrodni - Chris Carter

Czasem bywa kwaśna, gorzka albo tak słodka, że przyprawia o mdłości, 
czasem jest to odór zgnilizny, a najczęściej pomieszanie wszystkiego. 
Nikt tak naprawdę nie potrafi powiedzieć, jaką woń roztacza śmierć.


Nawet idealnie zaplanowana zbrodnia nie jest w stanie przewidzieć jednej rzeczy- przypadku. Pewnie nikt nie dowiedziałby się o śmierci dwóch kobiet, gdyby nie banalny incydent na postoju przy autostradzie.
W potrąconym przez przypadek samochodzie, otwiera się bagażnik, a w nim świadkowie wypadku znajdują... dwie kobiece głowy. Kierowca samochodu trafia do więzienia. Po trzech dniach milczenia w trakcie przesłuchiwania, z jego ust pada tylko pięć słów: Chcę rozmawiać z Robertem Hunterem. Detektyw nie pozostał obojętny na tę zachciankę i stawia się w więzieniu. Zawsze powtarzał sobie, że jest przygotowany na wszystko, ale nie tym razem. Na pewno nie przypuszczał, że będzie mu dane przesłuchiwanie swojego najlepszego przyjaciela ze studiów. Rozmowa z oskarżonym przywołuje wiele miłych wspomnień, które uniemożliwiają racjonalne spojrzenie na sytuację.
Robert staje przed trudną decyzją.
Powinien ufać dawnemu znajomemu, czy dowodom?

Już na wstępie Carter informuje nas, że książka ta jest inna niż wszystkie poprzednie. Dlaczego? Po raz pierwszy autor mocno opiera się na historii, która przydarzyła mu się naprawdę.
Dodatkowo w tej części Hunter jest (uwaga, spoiler!) sam. Nie ma już u swojego boku Garcii. Myślałam, że będzie mi go brakowało, ale z czasem zrozumiałam, że to właśnie sceny z Carlosem skutkowały tymi częstymi powtórzeniami, o których pisałam wcześniej (link).
Co więcej, w tej części od początku podejrzany siedzi w areszcie. To co interesuje czytelnika, to nie kto to zrobił?, ale: kogo zabił? jak wielu? i przede wszystkim DLACZEGO?
Po raz pierwszy tak łatwo nabrałam się na zeznania świadka. Czytając książkę czułam się jakbym obserwowała pojedynek dwóch, równych sobie zawodników, którzy toczą walkę na śmierć i życie.
Pierwszy zwrot akcji nastąpił niezwykle szybko, a potem już jest po czytelniku. Nie sposób się oderwać.
Uważam, że jest to najlepsza część z całego cyklu o Robercie Hunterze. Nie ma tych denerwujących, schematycznych powtórzeń, które przeszkadzały mi już od drugiej części. Carter porzucił swój klasyczny (jednorazowo zachwycający) schemat i osiągnął świetny skutek.

Continue Reading
Brak komentarzy
Share:

27 mar 2018

Niespokojni zmarli - Simon Beckett


Nie można zamrozić swojego życia na wieczność, czekając na coś, 
co w ogóle może się nie wydarzyć. 
Prędzej czy później musisz zrobić ruch.


Po przeżyciach z 4 części, opinia doktora Huntera trochę podupadła. Nic dziwnego, skoro zginęli przypadkowi ludzie. Kiedy David przyznaje sam przed sobą, że życie zaczyna wyjątkowo go nudzić, dostaje telefon z prośbą o przyjechanie na konsultacje w sprawie wyłowionych zwłok. Podejrzewają, że jest to ofiara samobójstwa, która wcześniej zdążyła zabić swoją kochankę (ciała nigdy nie odnaleziono). Podekscytowany przyjeżdża na miejsce, ale jego nastrój szybko przechodzi w rozczarowanie. Nic specjalnego. Wszystko jest oczywiste, więc po co go wzywali?
Jednak to tylko pozory. Ktoś chciał, żeby to wszystko wyglądało na oczywiste. Ofiarę ciężko jest zidentyfikować, ale policja nabiera podejrzeń, że nie jest to sprawa samobójstwa, lecz morderstwa. Na jednej śmierci się nie kończy. Pogrzebane historie z przeszłości zaczynają wychodzić na jaw, co niesie za sobą wiele niebezpieczeństw.

Chętnie napisałabym więcej o fabule, ale uważam, że jest to ten typ książki, gdzie naprawdę najlepiej jest zdradzić jak najmniej. Człowiek bardziej ją doceni, jeśli sam będzie poznawał jej tajemnice kartka po kartce, a obiecuję, że będzie miał co odkrywać.

Podoba mi się to, że u Becketta, w każdej części akcja toczy się w innym miejscu. Tutaj klimat wyspy Mersea z moczarami i powodzią w tle dodatkowo nadawał tajemniczości fabule i można powiedzieć, że przyroda też odegrała swoją rolę. Naprawdę dobrze to wyszło, a mówi Wam to osoba nienawidząca opisów przyrody (czyt.: nadal pamiętam swoje cierpienie zza czasów W pustyni i w puszczy).


Bardzo lubię książki Becketta. Fajne jest to, że trochę odbiega od normy, którą jest osadzanie w głównej roli policjanta/ śledczego. Tutaj postacią pierwszoplanową jest doktor David Hunter. Lekarz rodzinny, który po traumatycznych przeżyciach z przeszłości, został antropologiem sądowym i to jedynym w swoim rodzaju. Nikt nie poświęca się tak jak on, co też przypłacił nieraz swoim zdrowiem (np. utratą śledziony). Fajne jest również to, że nie jest on klasycznym typem samotnika, a wręcz bardzo chętnie nawiązuje nowe znajomości, które dają dużo efektów w dalszym czasie. Może nie jest on tak intrygująco skomplikowany jak inni bohaterowie tego typu powieści, ale wydaje mi się, że ta cecha jest tutaj plusem, ponieważ to go wyróżnia.


Jeśli mam być szczera, pierwsze 40% trochę męczyłam tę książkę. Nie mogę powiedzieć, że nic się nie działo, ponieważ działo się dużo. Chyba po prostu w ostatnich tygodniach mój próg satysfakcji kryminałem trochę sie podniósł
. Poźniej wszystko zaczęło się trochę komplikować, co mnie bardzo zadowoliło. Jeden szokujacy wątek rozwiązałam z wyprzedzeniem. Nie mam pojęcia dlaczego w ogóle przyszło mi do głowy jego rozwiązanie, ale trafiłam w 100%. Jednak nie odebrało mi to w żadnym stopniu przyjemności z dalszego czytania. Wielu innych rzeczy nie przewidziałam. Wręcz nie przypuszczałam, że to może się aż tak dziwnie skończyć, co jest dla mnie ogromną zaletą tej książki. Naprawdę bardzo mnie usatysfakcjonowało zakończenie. Otrzymałam odpowiedź na wszystkie pytania, które narodziły się w trakcie pożerania książki i dodatkowo były one nieziemsko zawikłane, czyli takie, jakie lubię najbardziej.

Wydaje mi się, że autor ten jest trochę niedoceniany. Z tego co widzę i słyszę, dużo osób kończy swoją znajomość z nim na Chemii śmierci. Nie kytykują tego, ale najwidoczniej nie wystarcza to żeby ich zachęcić do przeczytania kolejnych części. Moją ulubioną częścią jest ta druga- Zapisane w kościach (może kiedyś najdzie mnie wena i trochę więcej o niej napiszę).

W porównaniu z innymi, sławniejszymi autorami kryminałów, nie jest on aż tak schematyczny, co ma dla mnie ogromne znaczenie. Dużym plusem jest również to, że pisze on bardzo konkretnie, nie ma lania wody i każdy szczegół ma znaczenie. 

Naprawdę zachęcam Was do przeczytania jego powieści i świetnie by było gdybyście nie skończyli na pierwszym tomie tej serii!

Continue Reading
1 komentarz
Share:

4 mar 2018

Ocalałe - Riley Sager


Niewinne świętowanie urodzin w środku lasu w Pine Cottage przerodziło się w krwawą rzeź. Z szóstki zaatakowanych studentów, przeżyła tylko jedna osoba. Quincy Carpenter.
Poza Quincy, przez podobną tragedię przeszły dwie inne kobiety. Lisa i Samantha. Prasa zaczęła określać ich trójkę jako Ocalałe.
Od czasu tych zbrodni minęło wiele lat.
Quincy prowadzi bloga cukierniczego.
Sam zapadła się pod ziemię.
Lisa ukończyła psychologię i stara się pomóc innym w przeżywaniu ich tragedii.
Spokojne życie Quincy zaczyna się komplikować, kiedy największa optymistka wśród Ocalałych (Lisa) popełnia samobójstwo. Jak to możliwe, że ktoś, kto zachęcał do życia, sam je sobie odebrał?
To wydarzenie otworzy puszkę Pandory. Quincy będzie zmuszona żeby w końcu sobie przypomnieć, co tak naprawdę wydarzyło się w Pine Cottage i dlaczego to właśnie ona ocalała.

Na początku byłam naprawdę zafascynowana całą sytuacją. Czytelnik nie wie co tak naprawdę się wydarzyło, ponieważ główna bohaterka nie pamięta i nie chce pamiętać. Na szczęście narracja jest prowadzona zarówno z teraźniejszości, jak i z przeszłości. Strona po stronie, autor dawkuje nam informacje.
Przyznam, że na początku jest to wciągające, ale po dwustu stronach, trochę zaczęłam się męczyć. Opór głównej bohaterki przed odkryciem prawdy zaczynał być naprawdę frustrujący. Non stop były komentarze o tym jaka jest dzielna i wytrwała, co naprawdę nie pasowało do jej charakteru. Denerwująca była nowa relacja, w jaką ona się wciągnęła.
Na szczęście w drugiej części książki Quincy zaczęła pracować na swój tytuł Ocalałej. Wzięła się w garść i odkryła to, na co od samego początku czekał czytelnik.
W trakcie czytania książki zaczęłam mieć przekonanie, że domyślam się prawdy, jednakże kilka elementów nadal mi do siebie nie pasowało, co utrzymywało mnie przy tej książce. Zakończenie ułożyło się w idealnie logiczną całość i w pełni minęło się z moimi podejrzeniami, więc było niesamowicie satysfakcjonujące. Autor pięknie wodzi czytelnika za nos od pierwszych stron.
Jeśli ktoś nie ma doświadczenia z thrillerami i to jego zniechęca do chwycenia za tę powieść,  to naprawdę nie powinien się jej obawiać. Nie należy ona do jakichś wyjątkowo brutalnych, czy przerażających, ale dzięki temu jest bardzo uniwersalna i trafi do większej liczby czytelników.

Continue Reading
1 komentarz
Share:

7 lut 2018

Policja - Jo Nesbø

A może wszyscy jesteśmy chorzy na głowę?
 Może różnica polega tylko na tym, że jedni wypuszczają tkwiące w nich potwory, a inni tego nie robią?

Żyłam w przekonaniu, że napisanie o 11. części z serii o Harrym Hole (Pragnienie) było strzałem w kolano, ponieważ przez to zablokowałam sobie możliwość opisania wcześniejszych dziesięciu tomów. Ale stwierdziłam, że jakie to ma znaczenie? Nie ma żadnego Kodeksu Postępowania dotyczącego prowadzenia bloga, więc mogę pisać co tylko ślina przyniesie mi na język, a w tym przypadku co tylko moja prawa półkula (kreatywność) przekaże lewej (pisanie). Tym bardziej, że wśród tych poprzednich książek jest moja ulubiona. Tak, dobrze myślicie. O niej będzie post. To Policja.


Giną funkcjonariusze i to na pewno nie śmiercią naturalną. Każdy może zostać zamordowany. To nic szokującego. Dziwne jest to, że umierają dokładnie w taki sam sposób, jak ofiary śledztw, które prowadzili. Policja stoi pod ścianą. Nie ma żadnego tropu, a w ich składzie trochę się pozmieniało. Nadal próbują się otrząsnąć po poprzedniej sprawie, która jeszcze się nie skończyła. W szpitalu ciągle leży ważna dla dochodzenia postać. Niektórym wpływowym osobom bardzo zależy na jej śmierci. Czy przeżyje?

JEŚLI KTOŚ NIE MA ZA SOBĄ Upiorów TO RADZIŁABYM NIE CZYTAĆ DALEJ. 
ZAMIAST TEGO LEPIEJ NADROBIĆ ZALEGŁOŚCI!


Jeśli czytasz dalej to znaczy, że: 
a) Jesteś (w miarę) na bieżąco z książkami Nesbø - i bardzo dobrze
b) Odważny z Ciebie człowiek - jestem pod wrażeniem!

Wróćmy do tematu.

Poprzednia część tej serii zostawiła nas z pytaniem - Co do jasnej cholery stało się z Harrym?!  Zapewne każdy inaczej skonstruował sobie to pytanie, a w moim przypadku dokładnie tak ono brzmiało. Oczywiście nikt z nas nie zakładał, że Harry nie żyje. Zabicie Hole'a prawdopodobnie wiązałoby się z rozpoczęciem prześladowania (jak nie próbą zamachu na życie) Nesbø, a przecież nikt nie lubi żyć w strachu. Poza tym ja, w ramach protestu, przestałabym kupować jego książki. Nie zaskoczę Was mówiąc, że HH jest obecny. Szczęśliwie prowadzi całkiem normalne życie u boku ukochanej. Ale do czasu… 
Powraca i to z hukiem. Nigdy wcześniej ten człowiek tak się nie otworzył. Pierwszy raz tak dobitnie poznajemy jego myśli. Nie od razu, nie bezpośrednio. Nie zapominajmy, że mamy do czynienia z aspołecznym introwertykiem. Ja, przez jedną sytuację, wręcz trochę w niego zwątpiłam, ale spokojnie. Później i tak mu wybaczyłam.
Wcześniej nie przepadałam za Rakel. Denerwowało mnie to, że ciągle rozstaje się z Harrym. Po Pierwszym śniegu (tam Harry stracił dla niej palec!), kiedy ona od niego uciekła, liczyłam, że już więcej się nie spotkają (wiem, że było to naiwne). Jednak po powrocie w poprzedniej części została bohaterką serii już chyba na dobre. Nie byłam z tego powodu szczęśliwa. Lecz tak pozytywnie zaskoczyła mnie w tej części, że aż dwa razy czytałam pewną scenę, żeby się upewnić czy to na pewno jest ta Rakel. Gdyby to ją obchodziło, to zaczęłabym jej bić brawo, za genialne postępowanie będąc trzymaną na muszce.

Nesbø po raz kolejny udowadnia, że nie bez powodu padają słowa w stylu mistrz intrygi w pobliżu jego nazwiska. Uwielbiam wielowątkowe powieści, a w tym przypadku zawikłanie fabuły sięga granic możliwości. Nie ma odpowiedniego momentu żeby odłożyć książkę i odetchnąć. Dobrze, że oddychanie jest odruchem bezwarunkowym, bo mogłabym o tym zapomnieć.

Zakończenie powieści jeszcze nigdy nie było tak niepokojąco tajemnicze. Na szczęście miałam pod ręką następną część, bo ja do cierpliwych osób nie należę. Pewnie rozpoczęłabym pracę nad skonstruowaniem wehikułu czasu, albo zaczęłabym trenować czytanie w myślach byle dowiedzieć się co będzie dalej. W sumie to jednak, szkoda, że miałam tę kontynuację, bo może przyczyniłabym się do rozwoju nauki i odebrałabym Nagrodę Nobla?



Szans na Nobla nadal nie mam, ale książkę i tak gorąco polecam!


Continue Reading
1 komentarz
Share:

1 lut 2018

Mindhunter – John Douglas, Mark Olshaker

Gdybym nie znalazła się na takich studiach, na jakich jestem (marzenie nr 1), prawdopodobnie zostałabym profilerem w FBI (marzenie nr 2).


Zastanawiacie się czasem, jak to jest być w umyśle przestępcy? 
A może stawiacie sobie pytanie: Dlaczego? Dlaczego inni mordują? 
Człowiek rodzi się zły, czy też coś sprawia, że takim się staje? 
Historia słynnego agenta FBI- Johna Douglasa, odpowiada nam na te pytania. Człowiek, który zainicjował profilowanie kryminalne. Jego celem było uporządkowanie faktów dotyczących zbrodni, a przede wszystkim zeznań oskarżonego, tak aby odnaleźć w tym wszystkim związek przyczynowo-skutkowy. Pomimo braku początkowego poparcia ze strony innych pracowników, spotykał się z seryjnymi mordercami osadzonymi w więzieniach. Zadawał im pytania, starał się ich zrozumieć i dzięki temu odkrywał fakty, o których nikt wcześniej nie wiedział. Rozmowy te umożliwiły mu stworzenie schematów postępowania, które pomogły rozwiązać kilkaset spraw dotyczących morderstw (i nadal pomagają). 

Książka ta jest formą biografii Douglasa. Poznajemy go już od najmłodszych lat, kiedy to nie miał jeszcze żadnego pomysłu na swoje życie. Próby studiowania zakończyły się niepowodzeniem. Nikt nie przypuszczał, że zostanie agentem FBI. Szczególnie po jego zatarciach z prawem.
Jestem pod ogromnym wrażeniem ile ten mężczyzna osiągnął w swoim życiu. Oczywiście nie obyło się bez poświęceń. Przez sukces bardzo ucierpiały relacje rodzinne, jak i jego zdrowie.
Rozwiązanie pozornie nierozwiązywalnej sprawy jest już niesamowitym zwycięstwem, a co dopiero jeśli rozwiąże się ich kilkadziesiąt, albo nawet kilkaset? Nie dość, że osobiście pomagał policji, to jeszcze prowadził szkolenia oraz utworzył jednostkę składającą się z kilkunastu osób, którzy też nauczyli się profilowania kryminalnego. 

Miałam trochę inne oczekiwania co do tej książki. Nie mogę powiedzieć, że jestem rozczarowana, ponieważ  to jedna z lepszych książek, które kiedykolwiek czytałam. Jest to połączenie literatury faktu i kryminału. Czy może być coś lepszego? Nastawiałam się na trochę głębsze opisanie zbrodni, a fabuła jednak bardziej skupia się na postępowaniu i wyjaśnieniu sposobu myślenia profilerów. Opis spraw jest dosyć suchy, a sam Douglas wydaje się nieempatyczny. Jak dla mnie, to bardzo dobrze (świadomie, lub nie) pokazał jak bardzo taka praca znieczula ludzi na brutalizm innych. Dobrze, że nie próbował na siłę opisywać emocji, których nie odczuwał. Douglas niewątpliwie ma dar do opowiadania. Sam nawet zdaje sobie z tego sprawę, o czym kilkukrotnie wspomina. No cóż, w świecie pełnym przestępców trzeba być pewnym siebie.

Nie jest to łatwa powieść. Mała liczba dialogów i wąskie marginesy sprawiają, że czyta się to bardzo długo. Nie warto nastawiać się na jednodniową lekturę. Jednakże nie jest to czas kiedy czytelnik się męczy (a przynajmniej tak było w moim przypadku). Ja osobiście chłonęłam każde zdanie z nadzieją, że się czegoś nauczę i tak też było. Jestem przyzwyczajona do dosyć szybkiego czytania, a na ten tekst poświęciłam kilka dni. Teraz żałuję, że nie czytałam tego dłużej. Już brakuje mi sięgania po tę książkę, a co dopiero będzie za kilka dni...

Historia o seryjnych mordercach i gwałcicielach, a ja czasem śmiałam się na głos. Pewnie w tym momencie zaczynacie wątpić w moją poczytalność, ale pozwólcie, że zacytuję tutaj mój ulubiony fragment:
Z kolei policjant z Japonii zapytał amerykańskich kolegów, w jaki sposób powinien pozdrawiać instruktora, któremu chce okazać szacunek. Od tego czasu za każdym razem, gdy mijaliśmy się na korytarzu, uśmiechał się, elegancko kłaniał i mówił: "Pierdol się pan, panie Douglas".
Wyjaśnienie pomyłki byłoby zbyt czasochłonne, więc się odkłaniałem i odpowiadałem z uśmiechem: "Sam się pierdol".
Gdyby ktoś zastanawiał się jakie są wady, już piszę. Ogromna ilość nazwisk i nazw instytucji sprawiły, że czasami się gubiłam. Na dodatek bardzo często były przeskoki z opowieści, np. z opisu zbrodni, na historię o studiach. Jednakże te defekty, nie miały istotnego wpływu na moją ostateczną ocenę.
Jeśli boicie się sięgnąć po tę pozycję w obawie przed mrocznością i brutalnością, to lepiej nie sięgajcie.
Zapewniam Was, że wiele stracicie.

o serialu
_________________________________
Fakt, że ekranizację wyprodukował Netflix, mówi sam za siebie. Niesamowity klimat i zachwycająca gra aktorska sprawiają, że człowiek jest w stanie zarwać dla tego serialu noc. Mimo wszystko nie można zapomnieć, że seriale zawsze muszą być trochę bardziej intrygujące. Tak więc widz może liczyć na głębsze rozwinięcie morderstw i wplecenie kilku dodatkowych wątków (oczywiście komplikujących fabułę).
Warto zarówno przeczytać książkę, jak i obejrzeć serial.

Continue Reading
Brak komentarzy
Share:

23 sty 2018

Księżniczka z lodu - Camilla Läckberg

Wprawdzie ludzie zmieniają się w drodze od dzieciństwa do dorosłości, 
ale rdzeń ich osobowości pozostaje niezmienny.

Mimo, że czytam naprawdę dużo kryminałów, to nigdy nie miałam do czynienia z książkami Camilli Läckberg. Nie przesadzę pisząc, że omijałam ją szerokim łukiem. Zastanawiałam się trochę dlaczego tak jej unikałam i stwierdzam, że chyba przez to, że jest... kobietą. Ale spokojnie, absolutnie nie mam nic do książek pisanych przez kobiety (np. bardzo lubię Karin Slaughter). Po prostu od dłuższego czasu otaczałam się kryminałami pisanymi przez mężczyzn i przyzwyczaiłam się do ich stylu. 
Jak widzicie, w porę się ogarnęłam i sięgnęłam za pierwszą część  Sagi o Fjällbace - Księżniczkę z lodu.




W małym szwedzkim miasteczku pisarka, Erica odnajduje ciało swojej przyjaciółki z dzieciństa - pięknej Alexy. Pozornie idealne małżeństwo ofiary okazuje się tylko odegranym przedstawieniem. Alexa nigdy nie kochała męża. Miała przyjaciół, których nikt nigdy nie spodziewałby się zobaczyć w jej otoczeniu oraz sprawy w przeszłości, o których nikt nie miał pojęcia. Jaki był powód urwania jej przyjaźni z dzieciństwa, kiedy nagle wyjechała z miasta? Jakie znaczenie ma tajemnicza siostra ofiary - Julia, która jako brzydkie kaczątko, zawsze była pomijana przez innych? Tego Erica będzie próbowała się dowiedzieć, prowadząc swoje poszukiwania równolegle ze śledztwem policji, jej przyjacielem z dzieciństwa - Patrickiem Hedströmem.
Niestety śmierć w rodzinnym mieście nie jest jej jedynym problemem. Niedawno pochowała rodziców, w związku z tym na głowie ma wiele innych spraw. Wszystko utrudnia mąż jej siostry, który bezwględnie walczy o pieniądze, ale nikt poza samą Ericą nie dostrzega jego okrucieństwa. Do czasu.

Księżniczka z lodu jest zdecydowanie powieścią wielowątkową. Istnieje tutaj kilku narratorów, co zapewnia czytelnikowi poznanie kilku punktów widzenia, jak i kilku wątków, które z czasem zaczną się ze sobą splatać. Lubię kiedy fabuła ma początek oparty na dziejach z przeszłości, a brudy zaczynają wychodzić na jaw po latach. Wszystko tutaj ma swój początek dwadzieścia pięć lat wcześniej, kiedy bohaterowie byli dziećmi i nie przejmowali się swoją wzajemną zamożnością.
Läckberg, jako kobieta, świetnie przedstawiła sposób myślenia innych kobiet. Ich codzienne dylematy, obawy i przemyślenia. Zdarzały się momenty kiedy nawet uśmiechałam się do książki.
Powieść ta całkiem mnie wciągnęła, ale nie sądzę żebym szybko sięgnęła po następną część. Już wyjaśniam dlaczego. 
Mianowicie - mam za dużo innych książek do przeczytania :D

A tak na poważnie (chociaż naprawdę mam za dużo nieprzeczytanych książek na półce ) - myśli i życie bohaterów trochę za bardzo odbiegały od głównego wątku jakim było morderstwo. Oczywiście jak najbardziej akceptuję to, że nie samą pracą człowiek żyje, ale moim zdaniem za dużo było stron o piciu kawy, jeździe samochodem, itd. 
Wierzę, że mogę wyjść w tym momencie na choleryczkę i dziwaka, ale naprawdę mocno mnie rozpraszały te bezsensowne wątki. Kiedy już byłam w pełni skupiona na fabule, a mój mózg pracował na najwyższych obrotach żeby odgadąc kto?, co?, z kim? i dlaczego?, nagle wyskakiwały przemyślenia typu: czy mój żołądek zniesie dzisiejszą, przekraczającą normę, porcję kawy? 
Jeśli ktoś miał podobnie, to fajnie by było gdyby dał mi o tym znać, a jeśli ktoś zaczyna myśleć, że coś jest ze mną nie tak to też może to napisać. 
Poza tym preferuję cięższe, mroczniejsze klimaty w kryminałach. Tutaj nie musiałam za dużo myśleć, a książka nie spędziła mi snu z powiek.

Wiem dla kogo jest to pozycja idealna - dla osób, które kryminałów nie lubią, ale chcą je polubić, a przynajmniej spróbować. Dla osób, którzy nie oczekują rozlewu krwi jak w filmach Tarantino i nie potrzebują odczuwać strachu, jak przy Kingu (później człowiek boi się pójść nocą do łazienki).

Continue Reading
3 komentarze
Share:

17 sty 2018

Seryjne zabójczynie - Tori Telfer

Człowiekiem jestem
nic co ludzkie nie jest mi obce
Terencjusz

Mając za sobą wiele przeczytanych kryminałów mogę wysunąć (nieodkrywcze) twierdzenie, że zawsze mężczyźni są szybciej podejrzewani niż kobiety. Naprawdę nie przypominam sobie książki, gdzie kobieta byłaby od razu główną podejrzaną.
(Ta myśl nasunęła mi się jeszcze zanim przeczytałam wstęp tej książki, więc jeśli pomyślicie, że kopiuję autorkę to uwierzcie mi, że nie miałam takiego zamiaru)



Seryjne zabójczynie składa się z czternastu życiorysów kobiet. Kobiet, które zasłynęły swoją bezwzględnością i okrutnością. Mordowały mężów, dzieci, rodziców, a czasami ludzi, którzy po prostu byli w pobliżu. Autorka przedstawia nam najważniejsze fragmenty z ich życia, a czytelnik szuka w nich powodów ich zachowań, stara się zrozumieć.
Najpierw mamy genialny wstęp, a później jest tylko lepiej. Bardzo cenię osoby, które konkretnie i błyskotliwie potrafią nakreślić jakiś temat. Tori Telfer wyszło to naprawdę dobrze. Zarzuca nas fragmentami wypowiedzi pewnych siebie  specjalistów i ukazuje jak bardzo się mylili. Autorka obala mity i komentuje spekulacje. Nigdy nie można być czegoś pewnym.

Nie ma kogoś takiego jak seryjna zabójczyni
Roy Hazelwood, FBI


Pewnie większość z Was słyszała na lekcjach historii o Elżbiecie Batory, ale wątpię żeby temat ten został jakoś szerzej omówiony.

Ja jedyne co o niej zapamiętałam, to że kąpała się we krwi swoich ofiar.
Czytając tę książkę wyprowadzono mnie z błędu. Elżbieta nie kąpała się w ich krwi i jeśli chcecie wiedzieć dlaczego, to czas zabrać się za lekturę.
Najbardziej szokującym faktem było, że kiedy Elżbieta była zbyt chora by torturować swoje służące, to po prostu... odgryzała im policzek.







Znacie panią ze zdjęcia obok? To Nancy Doss.
Zwana przez media Chichoczącą babcią. Urocza, prawda?
Zabiła 4 mężów i kilka innych osób.




Podobny obraz



Możemy znaleźć również polski akcent w tej powieści. Polka, Tillie Klimek, mieszkająca w Stanach. 
Słynęła z przewidywania śmierci innych, np. swoich mężów. 
Łatwo jest przewidzieć coś, co samemu się zrobi.





Powiem Wam, że tak jak uwielbiam czytać o krwawych morderstwach i szaleństwie innych ludzi pozostając przy tym niewzruszona, tak teraz pierwszy raz w życiu czułam, że mam skurczony żołądek. Oczywiście nie byłam w stanie odłożyć tej książki, bo umarłabym z ciekawości co było dalej. Jest różnica w czytaniu fikcji kryminalnej, a literatury faktu. Wiedząc, że są to autentyczne historie, człowiek trochę inaczej patrzy na książkę, którą trzyma w dłoni. Bardziej to się przeżywa.
Ogromną zaletą tej powieści jest styl pisania autorki. Czytając ją mam odczucie jakbym siedziała w kawiarnii na wprost niej i przysłuchiwała się z zaciekawieniem najświeższym informacjom o wspólnych znajomych. Pomimo przekazywania całkiem obszernej wiedzy historycznej, nie czuję jakbym się uczyła, a i tak w pewnym sensie zdobywam wiedzę. To naprawdę bystre posunięcie ze jej strony.

To doskonały przykład tego,  jak historia przynosi ze sobą zapomnienie: z czasem, gdy coraz bardziej czujemy się przytłoczeni przez straszliwe wydarzenia naszych dni, przeszłość traci swą złowrogą siłę, staje się niemal malownicza

Zauważyliście, że częściej pamięta się seryjnych zabójców, a nie zabójczynie ?
Ciekawe jest to, jak ludzie szybko zapominają o osobach, które popełniły takie zbrodnie.

Jedno jest pewne. Ten zbiór powieści wyprowadzi nas z błędnego myślenia, jakim jest zakładanie, ze kobiety są mniej niebezpieczne niż mężczyźni. Nie przesadzę pisząc, że ta książka to podstawa dla wszystkich fanów kryminałów. Pozwala dobitnie zrozumieć postępowanie kobiet (kto lepiej niż sama kobieta o nich napisze?), co nimi kierowało, czego chciały od życia. Telfer podchodzi do sprawy dosyć empatycznie, ale nie powinno Was to niepokoić. Bądźmy dobrej myśli i nie martwmy się na zapas o jej stan psychiczny.

Chętnie napisałabym więcej przemyśleń na temat tej książki, ale jej autorka ma dokładnie takie samo zdanie jak ja i skonstruowała to o wiele ciekawiej, więc zachęcam Was do chwycenia po tę pozycję. Obiecuję, że zaintryguje Was juz od pierwszych stron, a im dalej, tym będzie coraz lepiej.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Poradnia K.


Continue Reading
3 komentarze
Share:

14 sty 2018

Wielkie kłamstewka - Liane Moriarty

Rodzice lubią się nawzajem oceniać. 
Nie wiem, dlaczego tak się dzieje. 
Może dlatego, że nikt z nas tak naprawdę nie wie, co robi?



Historia trzech, różniących się kobiet.
Madeline - gadatliwa i chętna do kłótni, uwielbia brać pod swoje skrzydła osoby słabsze, rozwódka, która żyje w tym samym mieście co jej były mąż
Jane - jest tym typem osoby, którym Maddie się opiekuje, łatwo jej nie zauważyć, typ szarej myszki, samotna matka, gotowa zrobić wszystko dla swojego synka
Celeste - jej się nie pomija przez oszałamiające piękno, a jakby tego było mało, jest jeszcze nieziemsko bogata; czasem wydaje się oderwana od rzeczywistości, 
To co je łączy na początku, to dzieci chodzące do tej samej klasy. 
Z czasem wiąże je coś więcej - tajemnicze morderstwo.


Od początku wiemy, że coś się wydarzyło. Ktoś zginął. 
Kto? Kiedy? Dlaczego? 
Nie wiadomo. 
Czytelnik śledzi to, co działo się przed przestępstwem i dodatkowo jest kuszony fragmentami zeznań świadków zdarzenia. Zeznania te dodają humoru całej książce. Są to głównie plotki, które rzadko dotyczą tego, o czym policja chce wiedzieć. Szybciej dowiemy się kto jest na jakiej diecie, ile kilogramów już zrzucił/ przytył i kto kogo zdradza. Czasem padnie jakieś słowo kluczktóre podsyci ciekawość czytelnika, przez co nie będzie mógł się powstrzymać od przeczytania następnego rozdziału.

Poza groteskowym ukazaniem problemów różnego typu mam (i tatusiów, którzy dodatkowo zwiększają komizm fabuły), książka ta ma drugie dno. Autorka tworzy portrety psychologiczne głównych bohaterek. Opisuje ich emocje i dramaty. Nic nie jest takie jakim się wydaje. Pod maską szczęścia i perfekcyjności, ukrywa się smutek i strach. Na idealność życia składają się małe i duże kłamstewka. Poruszane są tematy przemocy domowej, kompleksów (wbrew pozorom wyjątkowo strasznych i smutnych), samotnego macierzyństwa, rozwodów i ich wpływu zarówno na dorosłych jak i dzieci. Wszystko skonstruowane jest tak żeby każda osoba odnalazła tam jakąś cząstkę samej siebie. 

Jest to bardzo lekko napisana opowieść, którą szybko się czyta. Pomimo poruszania istotnych tematów, nie ma co jej zaliczać do tych wyjątkowo wymagających. Aczkolwiek czasu poświęconego na jej przeczytanie, nie uważam za zmarnowanego.


o serialu
_________________________
Uważam że jest to wyjątkowo udana ekranizacja, ale oczywiście najlepiej najpierw przeczytać książkę żeby lepiej zrozumieć psychikę bohaterów. Warto zauważyć, że w serialu produkcji HBO(gif) występują dodatkowe wątki. 

Inaczej ciężko byłoby nakręcić tyle odcinków. Wplecenie dodatkowych tematów według mnie ulepszyło serial, co sprawiło, że zastanawiam się czy serial nie wygrał w tym przypadku z książką.
Poza tym obsada, jak ich gra aktorska jest g e n i a l n a !

Continue Reading
8 komentarzy
Share:

9 sty 2018

Początek - Dan Brown

Ci, którzy nie pamiętają historii, są skazani na to, żeby ją powtórzyć.

Nie przesadzę twierdząc, że Dan Brown jest jednym z bardziej rozpoznawalnych współczesnych autorów. Ja osobiście jego twórczość traktuję dosyć sentymentalnie. Od Kodu Leonarda da Vinci zaczęłam czytać poważniejsze książki (w porównaniu do książek dla nastolatek o wampirach i wilkołakach). Tak więc, kiedy przypadkiem trafiła do mnie informacja, że Brown wydaje nowe dzieło na świat, moje serce zabiło trochę szybciej.  Zapomniałam o tej premierze (wiem, beznadziejna ze mnie fanka) i przypomniałam sobie dopiero po miesiącu, kiedy internet przepełniły rozczarowane opinie, a wisienką na torcie beznadziejności była ocena 6,5 na lubimyczytać.pl. Dobiło mnie to, bo nawet Zaginiony Symbol (moim zdaniem najsłabsza część z Robertem Langdonem) ma lepsze oceny… Jednak stwierdziłam, że nie mogę zawieść Dana i nie wybaczyłabym sobie gdybym nie przeczytała Początku, tak więc wzięłam się za lekturę.


Zanim przejdę do opinii, słów kilka o fabule:

Robert Landgdon porzucił Włochy dla słonecznej Hiszpanii. Dostał zaproszenie na tajemniczy pokaz jego dawnego studenta, ekscentrycznego i genialnego informatyka, futurystę i miliardera Edmonda Kirscha. Ma on w zamiarze ogłosić tak szokujące informacje, że zaburzą one wszystkie religie świata. Odpowie na dwa, najbardziej nurtujące pytania świata: 
Skąd pochodzimy?
Dokąd zmierzamy? 

Jednak jak to często w życiu bywa, nie wszystko idzie zgodnie z planem. Robert musi pomoc w ogłoszeniu przed światem prawdy, którą za wszelką cenę inni chcą zataić. Rozpoczyna przy tym ucieczkę przed niebezpiecznymi i najbardziej wpływowymi ludźmi w kraju oraz walkę o własne życie. 

To co najbardziej rzuca się  w oczy w tej książce, to że Brown podąża z duchem czasu i jego również zdominowała technologia. Zapewne wielu osobom mogło się nie spodobać, to że stare księgi jak i intrygujące obrazy zostały zastąpione przed gadżety i sztuczna inteligencję. Z jednej strony nie dziwię się tym zarzutom, mnie też to trochę rozczarowało. Ale z drugiej, gdyby autor się nie rozwijał, to równie dobrze można by było jego krytykować za zastój w miejscu i wieczne podobieństwa w powieściach. Słysząc jak niektórzy negują samego Browna jestem trochę nimi zniesmaczona, ponieważ nie dostrzegają jak ogromna wiedzę ma ten człowiek. I to nie jest wiedza z jednej dziedziny. On naprawdę rozwija się wielokierunkowo i należą mu się za to ogromne brawa. 
W tej części było trochę mniej ukrytych symboli w dziełach sztuki i innych zagadek, jednak mimo wszystko autor i tak bardzo umiejętnie przekazał wiele ciekawostek historycznych. Gdybym czytała podręcznik nie dowiedziałabym się o tylu niesamowitych rzeczach, jak po śledzeniu na bieżąco myśli pana Langdona (po prostu miałabym opory przed chwyceniem za książkę stricte naukową).
To co mnie bardzo drażniło, to nie do końca przetłumaczone hiszpańskie zwroty. Fakt, nadawały one klimatu książce, ale mimo wszystko kompletnie nie umiem tego języka i frustrowało mnie czytanie czego, czego nie rozumiałam. 
Co do zakończenia to mam bardzo sprzeczne uczucia. Jest jedno główne zakończenie, które dosyć mnie rozczarowało. Wydaje mi się, że było za skomplikowane, zbyt naukowe. Zrozumiałam zamysł, ale ze szczegółami było już trudniej. Przez to pewnie nie mogłam jego w pełni docenić. Jeśli chodzi o dwa mniejsze to jedno sprawiło, ze byłam confused, a drugie przewidziałam...


Jednak mimo wszystko warto przeczytałać tę książkę, ponieważ autor w bardzo ciekawy sposób skłania nas do wewnętrznych refleksji jak i nadaje temat do burzliwych dyskusji. Otóż, głównym wątkiem tutaj był Bóg, a raczej jego brak. Czy Nauka może wygrać z Bogiem? Zdania od zawsze są podzielone i tak samo było w tym przypadku. Ale spokojnie, osoby wierzące w Boga raczej nie powinny czuć się urażone po przeczytaniu tej książki.



Continue Reading
4 komentarze
Share:

4 sty 2018

Mroczna materia - Blake Crouch

Niepokojącym paradoksem jest to, że choć nad wszystkim panujemy, to tylko w takim zakresie, w jakim panujemy nad sobą.
Nad naszymi emocjami.
Wewnętrznymi burzami.
Napędzającymi nas tajemnymi silnikami.




Główny bohater - Jason Dessen jest genialnym naukowcem oraz kochającym mężem i ojcem. W przeszłości, kiedy nie miał jeszcze rodziny, pracował nad przełomowym wynalazkiem, ale dokonał wyboru i porzucił pracę badawczą na rzecz miłości. Pewnego dnia zostaje porwany, traci przytomność i odzyskuje ją w szpitalu. Jest zdezorientowany, nie ma pojęcia gdzie jest i kim są ludzie, którzy tak się cieszą z jego przebudzenia. Po zaciętej walce ucieka stamtąd i wraca do swojego domu, ale jego dom jest opuszczony. Nikt w nim od wielu lat nie mieszkał. Jak to możliwe? Co się wydarzyło? Jason niczego nie rozumie, ale nie ma czasu na zastanowienia. Ci, którzy go porwali, dalej go ścigają. Mężczyzna rozpoczyna poszukiwanie rodziny, ale co jeśli ona nie istnieje? 

Crouch od początku do końca daje pole do popisu dla wyobraźni i interpretacji czytelnika.
Autor w niecodzienny sposób pokazuje dylematy przed którymi człowiek staje. Kariera czy miłość? Dlaczego niecodzienny sposób? Istotną rolę w tej książce odgrywa mechanika kwantowa i pojęcie wieloświata. Ale nie martwcie się! Jeśli macie tak niesamowite pojęcie o sprawach związanych z fizyką jak ja (czyli absolutnie żadne) to i tak wszystko zrozumiecie, ponieważ autor to przewidział i jasno wytłumaczył.

Książka jest napisana w dosyć specyficzny sposób. Czasami występuje jedno słowo na linijkę. Zwiększa to dynamikę akcji, chociaż nawet i bez tego zapewne się wciągniecie.
Jeśli chodzi o minusy (ciężko jest znaleźć książkę idealną), w pewnym momencie trochę zaczęłam się nudzić. Bohater miał dosyć schematyczne sytuacje, ale na szczęście z czasem nastąpił przeskok' w akcji. Dodatkowo nie spodobało mi się zapomnienie o pewnej postaci w fabule.

Bardzo ciekawy sposób pokazania różnorodności skutków w zależności od podjętej przez nas decyzji. Zapewniam Was, że zakończenie fabuły jeszcze nigdy nie miało tylu możliwości.


Continue Reading
1 komentarz
Share:

Szukaj na tym blogu